Translate

piątek, 30 maja 2014

paprykowa pasta / capsicum paste



Pasta z papryki:
papryka czerwona
papryka zielona
dwa ząbki czosnku
cztery łyżki czarnych oliwek
dwie łyżki octu balsamicznego
dwie łyżki extra virgin oliwy z oliwek
łyżka sosu sojowego
łyżeczka melasy
łyżeczka suszonej papryki słodkiej
świeża papryczka piri piri
pół świeżej papryczki cayenne

Zieloną i czerwoną paprykę oczyścić z gniazd nasiennych i pokroić drobno w kostkę, wrzucić na patelnię i smażyć na oliwie z dodatkiem czosnku. Po około 10 minutach dodać pozostałe składniki. Całość dusić na patelni kolejne 10 minut (aż papryka będzie całkiem miękka). Następnie zawartość patelni przelać do blendera. Blendować do uzyskania gładkiej pasty.


Capsicum paste: 
red capsicum 
green capsicum 
two cloves of garlic 
four tablespoons black olives 
two tablespoons of balsamic vinegar 
two tablespoons of extra virgin olive oil 
tablespoon soy sauce 
teaspoon of molasses 
teaspoon dried sweet peppers 
fresh pepper piri piri 
half a fresh chilli cayenne

Green and red capsicum cleaned of coring and cut into small cubes, add to the pan and fry in olive oil with garlic. After about 10 minutes, add the remaining ingredients. The whole simmer in the pan another 10 minutes (until the peppers will be quite soft). Then pour the contents of the pan into a blender until to obtain a smooth paste.

Doskonale pasuje do placków ziemniaczanych 
/ 
Perfectly fits with traditional Polish potato pancakes



czwartek, 29 maja 2014

Risotto z grzybami w papierze ryżowym / Risotto with mushrooms in rice paper


risotto: 
ryż arborio, 
grzyby pholiota nameko,
marchewka
pestki słonecznika i dyni
sól, pieprz
bulion warzywny
pietruszka  


risotto: 
arborio rice, 
pholiota nameko mushrooms 
carrot 
sunflower and pumpkin seeds 
salt and pepper 
vegetable stock 
parsley 


A Ty, co masz dzisiaj na lunch? 
/ 
And you, what did you have for lunch today?

poniedziałek, 12 maja 2014

Ciastka z żurawiną bez mąki i cukru / Cranberries cookies no flour, no sugar

Najzdrowsze, bo nie mają w sobie ani mąki, ani cukru a tylko jedną łyżkę tłuszczu!
Do tego pyszne!
Idealne na przekąskę!

Ciastka z żurawiną bez mąki i cukru / Cranberries cookies no flour, no sugar


Znalazłam je na blogu Moje Wypieki, właśnie tutaj >>  od razu postanowiłam wypróbować
nie zawiodłam się. Są pyszne! Zdrowe!
Kwaskowa żurawina doskonale współgra z płatkami owsianymi. 

Do "ciasta" można dodać też orzechy albo rodzynki - tak! właśnie tak, zrobię następnym razem!

Połączenie suszonej żurawiny z płatkami owsianymi - sprawdza się nie tylko w owsiance :)

wtorek, 6 maja 2014

My French Onion Soup

French Onion Soup - jedna z moich ulubionych zup.
Nauczyłam się ją robić dopiero w Sydney.
Dziś bardzo często ją przyrządzam. Trochę zmodyfikowany przepis - bardziej dopasowałam do siebie, do mojej kuchni.
Doskonała na przystawkę, gdy zaprasza się znajomych na kolację.
Doskonała na obiad - syci i smakuje każdemu, bez wyjątku.



French Onion Soup - Zupa Cebulowa

Składniki na 6 małych porcji:

600-700g cebuli
4 łyżki oliwy
litr bulionu warzywnego
pól szklanki białego wina (można pominąć i tą proporcję zastąpić wodą)
do doprawienia: sól, pieprz, tymianek (ew. oregano)
bagietka pszenna
garść tartego żółtego sera (najlepiej cheddar)
jedna dymka do ozdoby











Sposób przyrządzenia:

Cebulę kroimy w bardzo cieknie piórka (doskonała jest do tego mandolina kuchenna, lub robot).
W garnku z grubym dnem na oliwie smażymy pociętą cebulę. Cebulę smażymy około 10 minut, następnie zalewamy ją gorącym bulionem. Doprawiamy solą, pieprzem, tymiankiem.
Po 15 minutach dodajemy wino.
Zupę gotujemy jeszcze około 10 minut.
Zupę nakładamy do niewielkich miseczek. Na wierz każdej porcji kładziemy po dwa kawałki bagietki oraz tarty ser.
Całość opruszamy dymką i świeżo mielonym pieprzem. Miseczki wkładamy do rozgrzanego piekarnika do czasu, aż zarumieni się ser.







piątek, 2 maja 2014

How to cook a lobster?

Swojego pierwszego w życiu lobstera miałam szanse przygotować w kuchni Nancy, naszej gospodyni na zachodnich wybrzeżach Tanny (Vanuatu).

My first ever lobster I had a chance to prepare in the kitchen of Nancy, my hostess on the western shores of Tanna (Vanuatu).


Właśnie kończyliśmy śniadanie. Nancy zapytała czy mamy chęć przyłączyć się do lunchu.
"A co dziś będzie na lunch? - zapytałam - jeśli ryba to jak najbardziej"
"Lobster"- odpowiedziała Nancy - chłopcy wyciągnęli kilka sztuk tuż nad ranem"
"Lobster?" - bez zastanowienia zapytałam czy mogę dołączyć do przyrządzania go.
Serdeczność gospodarzy mogła dać tylko jedną odpowiedź...
....więc



....Zapraszam na krótką relację z tego,
jak przyrządzałam mojego pierwszego w życiu
Lobstera.

Nancy, widząc moje zainteresowanie skorupiakiem, kazała pobiec po najlepszego kucharza w wiosce, na co dzień gotującego w restauracji w Port Vila. Kucharz widząc nasze europejskie twarze i co gorsza aparat, był mocno stremowany, jednak nie przeszkodziło mu to w pokazaniu mi, jak przyrządzić doskonałego homara.


Żywego homara wkładamy na około 12 do 15 minut do garnka z wrzącą osoloną wodą bądź bulionem warzywnym. Czas gotowania homara, zależy tak naprawdę od jego wagi. (Przyjmuje się na kilogram około 15 minut). Ugotowanego homara chwytamy za pancerz piersiowy i ukręcamy szczypce. Następnie zabieramy się za krojenie. Kroimy go na pół i wzdłuż. Następnie usuwany wnętrzności. Mięso pozostawiamy w skorupie. 
Homara podajemy z delikatnym sosem curry i ryżem. 
Już przed zjedzeniem solidnie skrapiamy limonką.
Doskonale smakuje też z roztopionym masłem czosnkowym.

Przepyszny delikatny rarytas.


wtorek, 29 kwietnia 2014

Czy krajobraz ma smak? / Landscape has a taste?

tak, ma!
doświadczyłam tego podczas ostatniego weekendu
wycieczka za miasto
weekend w Blue Mountains 
i skarpy, które odbierają mowę
siadziałam sobie z M. tuż nad taką skarpą w drodze na Mt Victoria...
pomyślałam sobie wtedy, nie o pięknym widoku, który nas otaczała, nie o cudownej naturze, ani o kolorach, czy śpiewających ptakach, ale o smaku przepysznych muffinów z makiem i lemon curdem... nie wiem skąd to nieodparte myślenie o przepisie na te muffiny. Przecież, ani nie miałam, ich sobie zrobić, ani nie jadłam ich chwilę (ani dwie) wcześniej...
Widok Blue Mountains w NSW w Australii, smakuje tak, jak te oto muffiny:

Poppy seed muffins with lemon curd





Na 12 sztuk muffinów:
szklanka mąki
2/3 szklanki mleka
jajko
łyżeczka proszku do pieczenia
pół łyżeczki soli
dwie łyżki maku
1/4 szklanki cukru
1/2 szklanki oleju
2 łyżki lemon curd (można zastąpić sokiem z jednej cytryny)

W misce mieszamy suche składniki (tj. mąkę, proszek do pieczenia, cukier, sól, mak) w drugiej misce mieszamy mokre składniki (jajo, mleko, olej, lemon curd) następnie mieszamy zawartości dwóch misek. Formę na muffiny wykładamy papilotkami. Do każdej nakładamy ciasto. Pieczemy w 180 stopniach około 25 minut.





Następnym razem, gdy znów wybierzemy się do Blue Mountains, koniecznie bierzemy je ze sobą.


To ten widok właśnie, smakuje jak makowy muffin z lemon curd


wtorek, 22 kwietnia 2014

Egzotyczne Vanuatu na talerzu

Uwielbiam poznawać nowe miejsca.
Uwielbiam ten Moment, kiedy z M. wybieramy kolejne miejsce, które chcemy zobaczyć. Zazwyczaj kieruje nami po prostu ciekawość, nie rzadko zdjęcie znalezione gdzieś w sieci, w książce, w albumie, gdzieś na ścianie...
Albo historie ludzi, często podróżników, których po drodze poznajemy. Przy miłej luźnej rozmowie po chwili mówią: "ej koniecznie musicie zobaczyć, to miejsce, pojechać tam, a tam, spróbować tego a tego, ..."
padło na Pacyfik, mieszkamy niedaleko Oceanii, prawie rzut beretem, coraz częściej zaczęliśmy się jej przyglądać, czytać, sprawdzać przeglądać...
czas ją powoli poznawać...
zaczęliśmy od Fiji (więcej TUTAJ >>).
Później przyszła kolej na Vanuatu...
Vanuatu to zdecydowanie najdziksze miejsce w jakim do tej pory byliśmy. Szczególnie, gdy za główny cel zwiedzania Vanuatu, obraliśmy sobie najmniej cywilizowaną wyspę - Tannę.

I love to explore new places. 
I love the moment when with M. choose new place that we want to see. Typically directs us just curiosity, not seldom image found somewhere on the net, in the book, in an album somewhere on the wall. We live near the Pacific, almost a stone's throw.
Time to get to know Pacific slowly ...
we started from Fiji, of which I have written the kitchen specialties HERE >> 
Then came the turn of Vanuatu ... 
Vanuatu is by far the wildest place we have ever been. Especially when the main objective of exploring this country we have taken a minimum of civilized island of Tanna.


kuchnia Joyce - naszej gospodyni na wschodnich wybrzeżach Tanny.
Mieszkańcy wschodniego wybrzeża są odcięci od pozostałych części wyspy. Nie ma mowy o żadnym sklepie, a ograniczony dostęp do prądu sprawia, że robienie większych zapasów jest mało realne. Joyce w tym małym zapleczu kuchennym nie raz wyczyniała cuda, by nas ugościć, by nam smakowało- jak podróżujemy to jemy TYLKO lokalne jedzenie... 
zapewnialiśmy Ją - "chcemy jeść to, co Wy" - byliśmy zachwyceni!

Śniadanie na Vanuatu to przede wszystkim owoce, głównie banany... smażone


Jak to bywa w państwach wyspiarskich, kuchnia opiera się przede wszystkim na rybach oraz owocach morza. Każdemu daniu towarzyszy egzotyczny owoc, głównie paw paw, banan, limonka, pomelo czy pomarańcze z zieloną skórką (cudownie słodkie).

ryba dopiero co wyciągnięta z Pacyfiku, tak - trafiła na nasze talerze :)

cudowne w smaku ryby serwowane na "plażowym targu" 

nasz obiad na plaży: czerwona ryba, ośmiornica oraz "rolle" z manioku ze szpinakiem (faworyt M.)


Lap lap, czyli tradycyjna potrawa Vanuatu (mój faworyt) w smaku przypomina pudding warzywny - bardzo smaczny, już nie długo postaram się go odtworzyć w mojej kuchni.

Lap lap ze szpinkiem raz jeszcze.

Panie serwujące te pyszności

Jednak Tanna to nie tylko owoce i ryby. Słynie także ze swojej organicznej KAWY. 
Rosną sobie tutaj, na zachodnim wybrzeżu, w samym środku lasu tropikalnego, między drzewami owocowymi a palmami - krzewy kawy. 

W 100% organiczna kawa trafia do palarni w Port Villa. Tam jest palona i pakowana. I największy paradoks - część z powrotem wraca na Tannę. 


Lokalni nie piją kawy. Na pytanie dlaczego, odpowiadają z przekąsem: "Kawa jest dla turysty!". Kawa jest bardzo droga i przeciętnego mieszkańca Tanny na nią po prostu nie stać. 
A faktycznie, gdy kupiliśmy opakowanie, mieliśmy nieodparte wrażenie, że zrobiliśmy coś, czego nikt dawno nie robił. W tym jedynym momencie poczuliśmy się jak rasowi turyści. Oczywiście nie odmówiliśmy sobie przyjemności, by jej spróbować na miejscu w lokalnej kawiarni (kawiarni, która jednocześnie była wypożyczalnią kaset video).



W kolejnym wpisie zaprezentuję Wam, jak na Vanuatu uczyłam się przyrządzać mojego pierwszego w życiu LOBSTERA :)