Translate
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owoce morza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą owoce morza. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 27 października 2015
środa, 18 lutego 2015
krewetki dla A.
z pewną A. to dość ciekawa historia.
Bardzo przyjaźniłyśmy się w liceum. Do dziś wspominam nasze perypetie, spacery po zamarzniętym jeziorze (wtedy to było fajne, dziś wiem że to głupota ;P), podbite oko (sic!), pamiętny wyjazd do Ojcowa (sic!), rozmowy do rana, imprezy do rana, jeden z piękniejszych prezentów urodzinowych jaki mi sprawiła (niespodziankowy koncert PP- to było mega!) - A. pamiętasz?
ale...
skończyło się liceum nasza więź się bardzo poluźniła, ja wyjechałam do Krakowa, A. do Anglii. Kontakt nasz urwał się na dobre.
w 2012 roku wraz z moim M. spełniliśmy nasze marzenie o podróżowaniu...
kupiliśmy bilety dookoła świata,
założyliśmy naszego bloga podróżniczego
po dziś dzień włóczymy się po świecie...
...
...
początkiem 2013, A. znalazła w sieci naszego bloga... (ja i M. byliśmy wtedy gdzieś na Filipinach) od tego momentu A. śledzi, trzyma kciuki, dopinguje niemal nasz, każdy podróżniczy krok, jest TO dla mnie mega pozytywne! i radosne!
nie widziałyśmy się od przeszło 10. lat!!!
a mimo wszystko czujemy gdzieś tam, ducha przyjacielskiej więzi - naprawdę!
dziś, wirtualnie, to właśnie dla A. przyrządzam krewetki w białym winie!
Krewetki na białym winie
Składniki na 2 porcje:
400 g świeżych krewetek*
jedna szarlotka
ząbek czosnku
łyżka oleju kokosowego
200 ml białego wina
świeża papryczka chili
limonka
natka pietruszki
pieprz, sól morska, łyżka sosu rybnego
200 g makaronu spagetti 100% durum
----
*użyłam green banana prawns
Sposób przyrządzenia:
Na patelni na łyżce oleju kokosowego podsmażyłam szalotkę, dorzuciłam pokrojoną papryczkę chili i łyżkę sosu rybnego, następnie dodałam obrane i wyczyszczone krewetki. Smażyłam je do czasu, aż nabiorą lekko różowego koloru. Następnie dolałam wino i dusiłam, aż sos się zredukował, alkohol wyparował. Wtedy dodałam ugotowany al dente makaron. Doprawiłam solą morską, świeżo mielonym pieprzem. Danie solidnie skropiłam limonką i posypałam zieloną pietruszką.
Całość dokładnie wymieszałam.
taki obiad najlepiej jeść z przyjaciółmi :)
A. co Ty na to?
;)
czwartek, 29 stycznia 2015
Małże w pomarańczach z imbirem / Black mussels in oranges and ginger
Ci co lubią zaglądać na mojego bloga, pewnie wiedzą jak ważnym elementem mojej kuchni są owoce morza oraz ryby. Co najmniej dwa razy w tygodniu, na moim kuchennym stole gości jakaś morska potrawa. To co lubię w owocach morza to fakt, że przygotowuje się je bardzo szybko. A gdy czasem brak pomysłu na rybę, często sięgam po niezawodne i szybkie w przygotowaniu świeże małże.
Do tej pory małże, przygotowywałam zazwyczaj duszone w sosie pomidorowym lub białym winie. Tym razem sięgnęłam po to, co akurat miałam w lodówce (bardzo często tak właśnie gotuję, z produktów, które akurat mam pod ręką, nie wyrzucam jedzenia!), czyli pomarańcze i imbir.
Powstał cudowny w smaku, przepyszny sos, którego aromat momentalnie pobudził apetyty.
Małże w pomarańczach z imbirem / Black mussels in oranges and ginger
Na dwie porcje:
400 g świeżych małży w muszlach
mała cebula
kawałek imbiru
200 ml świeżego soku z pomarańczy
otarta skórka z pomarańczy
łyżka soku z cytryny
dymka lub pietruszka
szczypta soli morskiej
szczypta curry
świeżo mielony pieprz
200 g makaronu spagetti 100% durum
Kupując małże w muszlach, zwracaj uwagę by muszle, były zamknięte i nie uszkodzone. Muszle otwarte i uszkodzone (np. pęknięte) nie nadają się do jedzenia i trzeba je wyrzucić. Muszle małż otwierają się podczas gotowania/duszenia, te które się nie otworzą, także należy wyrzuć. Pamiętajmy! Zawsze przygotowujemy żywe małże, czyli zamknięte.
Pamiętajmy także o dokładnym oczyszczeniu muszli. Najłatwiej muszle myje się pod bieżącą wodą, ostrą myjką, usuwając wszelkie morskie zabrudzenia, kawałki glonów, piasek itp. (więcej o małżach pisałam tutaj >> )
Sposób przygotowania małż duszonych w soku z pomarańczy z imbirem:
Na patelni podsmażyłam cebulę. Następne dodałam startą skórkę z pomarańczy oraz sok. Gdy sok zaczął "bulgotać" dodałam dokładnie wyczyszczone muszle. Dorzuciłam starty imbir, sok z cytryny, doprawiłam solą, curry, pieprzem. Dusiłam do czasu, aż sok się zredukuje, a muszle otworzą (około 5 min), w tym czasie ugotowałam bardzo al denete makaron. Pod koniec gotowania, odcedzony makaron wrzuciłam na patelnię w muszlami (dodałam pół małej chochli wody z makaronu). Całość dusiłam jeszcze przez około 3 minuty (tym razem dwie muszle mi się nie otworzyły- oczywiście je wyrzuciłam). Pod koniec dodałam jeszcze trochę skórki z pomarańczy, solidnie popruszyłam pieprzem i dymką.
Bardzo polecam i życzę smacznego!
czwartek, 22 stycznia 2015
bardzo późne poświąteczne refleksje
moja długa nieobecność na blogu, to nie:
- niechęć do gotowania,
- brak kulinarnej weny,
- generalne porzucenie gotowania,
- deficyt czasu
- lub inne rozterki życiowe, mniej lub bardziej poważne.
To, co nie pozwala mi na regularne gotowanie to... podróże, którym oddaję się z wielką pasją i zaangażowaniem. Gdy podróżuję, kulinarny blog ustępuje miejsca mojemu podróżniczemu (KLIK >>). Dopiero po powrocie, przychodzi refleksja, najpierw podróżniczo-kulinarna, potem inspiracja kulinarno-podróżnicza, a następnie czysto kulinarna.
Z kolei jednym z powodów, dla których podróżuję jest smakowanie.... bo podróże przyswajam wszystkimi zmysłami.
Nie, to nie usprawiedliwienie, to po prostu, przedstawienie faktów i tego jak wygląda moja blogowa codzienność "od kuchni."
W okresie świątecznym, nie przygotowuję uszek, nie lepię pierogów, nie kręcę makowców, nie śledzę "top" przepisów świątecznych, nie szukam wegańskich i niskokalorycznych przepisów na pierniki na choinkę (w sumie to nawet nie miałam choinki, ani w tym roku- ani w zeszłym, ani nawet dwa lata wcześniej), "nie ścigam się" na najpiękniejszą dekorację wigilijnego stołu, nie zamartwiam się tym, jak ubrać się na wigilijną kolacją (sic!), zamiast tego wszystkiego "siedzę po łokcie" w.... mapach. Bo tak lubię, bo taki mam sposób życia. W tym roku, moja wigilia wyglądała tak: KLIK >> zamiast opłatka było mango, zamiast smażonego karpia - świeże małże, zamiast kutii świeży kokos, zamiast modnego prezentu z metką- podróżniczy dziennik na Nowy Rok, bez metki, za to z przepiękną dedykacją...
Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam tradycję i szanuję ją cholernie, ale... wychowałam się w domu, gdzie obok tradycji równie ważna jest wolność słowa, myśli, uczuć. Szacunek do drugiego człowieka i poszanowanie jego wyborów. Samorealizacja. Jestem wdzięczna moim rodzicom, także za to, że w moim domu zawsze było jasne, że ważne jest to kim jesteś, kim chcesz być, jak chcesz żyć, a nie to co masz. I dokładnie to teraz wraz z M. realizujemy w naszym życiu. Nie ważne czy święta spędzamy na bezludnej wyspie, na pustyni, na wulkanie, w górach, u filipińskiej rodziny w jednaj z najbiedniejszych dzielnic Manili, czy przy przepięknie zastawionym stole wigilijnym, w świętach dla nas ważne jest to, że jesteśmy razem, i że mamy czas na refleksję, że: "... tak, jestem zadowolona/ tak, jestem zadowolony, z tego jakim jestem człowiekiem".
Żeby nie było tak patetycznie :) poniżej kilka zdjęć z podróży do Queensland (Australia) i przepyszne owoce morza prosto od rybaków:
- niechęć do gotowania,
- brak kulinarnej weny,
- generalne porzucenie gotowania,
- deficyt czasu
- lub inne rozterki życiowe, mniej lub bardziej poważne.
To, co nie pozwala mi na regularne gotowanie to... podróże, którym oddaję się z wielką pasją i zaangażowaniem. Gdy podróżuję, kulinarny blog ustępuje miejsca mojemu podróżniczemu (KLIK >>). Dopiero po powrocie, przychodzi refleksja, najpierw podróżniczo-kulinarna, potem inspiracja kulinarno-podróżnicza, a następnie czysto kulinarna.
Z kolei jednym z powodów, dla których podróżuję jest smakowanie.... bo podróże przyswajam wszystkimi zmysłami.
Nie, to nie usprawiedliwienie, to po prostu, przedstawienie faktów i tego jak wygląda moja blogowa codzienność "od kuchni."
W okresie świątecznym, nie przygotowuję uszek, nie lepię pierogów, nie kręcę makowców, nie śledzę "top" przepisów świątecznych, nie szukam wegańskich i niskokalorycznych przepisów na pierniki na choinkę (w sumie to nawet nie miałam choinki, ani w tym roku- ani w zeszłym, ani nawet dwa lata wcześniej), "nie ścigam się" na najpiękniejszą dekorację wigilijnego stołu, nie zamartwiam się tym, jak ubrać się na wigilijną kolacją (sic!), zamiast tego wszystkiego "siedzę po łokcie" w.... mapach. Bo tak lubię, bo taki mam sposób życia. W tym roku, moja wigilia wyglądała tak: KLIK >> zamiast opłatka było mango, zamiast smażonego karpia - świeże małże, zamiast kutii świeży kokos, zamiast modnego prezentu z metką- podróżniczy dziennik na Nowy Rok, bez metki, za to z przepiękną dedykacją...
Żeby nie było tak patetycznie :) poniżej kilka zdjęć z podróży do Queensland (Australia) i przepyszne owoce morza prosto od rybaków:
Kawa o 6 rano tuż nad Oceanem, dzień przed Sylwestrem, bezcenne :)
jesteś ciekawy innych zdjęć z mojej ostatniej podróży? Zapraszam na: travelnauci.blogspot.com.au
środa, 27 sierpnia 2014
baby octopus curry soup
Baby octopus curry soup
Already washed and cleaned octopuses, chopped into small pieces and soaked 30 minutes in the marinade.
Marinade: three tablespoons of soy sauce, tablespoon fish sauce, salt, pepper, chopped Piri Piri peppers, lime juice, half a can coconut milk.
Then in a pot with salted boiling water (about three cups of water) threw octopus with the marinade, and added a spoonful of curry and the contents of the can of coconut milk.
The whole cooked about 10 minutes.
At the end of cooking I added fresh carrot grated on a grater, pak choi, fresh herbs: spring onions and coriander.
I gave the soup with basmati rice and lime juice.
Zupa curry z ośmiorniczkami
Już wymyte i wyczyszczone ze środka ośmiorniczki (takie dostałam w sklepie) pokroiłam na mniejsze kawałki i moczyłam 30 minut w marynacie (marynata: trzy łyżki sosu sojowego, łyżka sosu rybnego, sól, pieprz, pokrojone papryczki Piri Piri, sok z limonki, pół puszki mleka kokosowego).
Następnie do garnka z soloną wrzącą wodą (około trzy szklanki wody) wrzuciłam ośmiorniczki, wlałam marynatę, dodałam łyżkę curry i zawartość pozostawionej puszki kokosowego mleka.
Całość gotowałam około 10 minut.
Pod koniec gotowania dorzuciłam świeżą, startą na tarce marchew, wietnamską kapustę pak choi, świeże zioła: dymkę i kolendrę.
Zupę podałam z ryżem basmati oraz z limonką.
piątek, 2 maja 2014
How to cook a lobster?
Swojego pierwszego w życiu lobstera miałam szanse przygotować w kuchni Nancy, naszej gospodyni na zachodnich wybrzeżach Tanny (Vanuatu).
My first ever lobster I had a chance to prepare in the kitchen of Nancy, my hostess on the western shores of Tanna (Vanuatu).
"Lobster"- odpowiedziała Nancy - chłopcy wyciągnęli kilka sztuk tuż nad ranem"
"Lobster?" - bez zastanowienia zapytałam czy mogę dołączyć do przyrządzania go.
Serdeczność gospodarzy mogła dać tylko jedną odpowiedź...
....więc
....Zapraszam na krótką relację z tego,
jak przyrządzałam mojego pierwszego w życiu
Lobstera.
My first ever lobster I had a chance to prepare in the kitchen of Nancy, my hostess on the western shores of Tanna (Vanuatu).
Właśnie kończyliśmy śniadanie. Nancy zapytała czy mamy chęć przyłączyć się do lunchu.
"A co dziś będzie na lunch? - zapytałam - jeśli ryba to jak najbardziej""Lobster"- odpowiedziała Nancy - chłopcy wyciągnęli kilka sztuk tuż nad ranem"
"Lobster?" - bez zastanowienia zapytałam czy mogę dołączyć do przyrządzania go.
Serdeczność gospodarzy mogła dać tylko jedną odpowiedź...
....więc
....Zapraszam na krótką relację z tego,
jak przyrządzałam mojego pierwszego w życiu
Lobstera.
Nancy, widząc moje zainteresowanie skorupiakiem, kazała pobiec po najlepszego kucharza w wiosce, na co dzień gotującego w restauracji w Port Vila. Kucharz widząc nasze europejskie twarze i co gorsza aparat, był mocno stremowany, jednak nie przeszkodziło mu to w pokazaniu mi, jak przyrządzić doskonałego homara.
Żywego homara wkładamy na około 12 do 15 minut do garnka z wrzącą osoloną wodą bądź bulionem warzywnym. Czas gotowania homara, zależy tak naprawdę od jego wagi. (Przyjmuje się na kilogram około 15 minut). Ugotowanego homara chwytamy za pancerz piersiowy i ukręcamy szczypce. Następnie zabieramy się za krojenie. Kroimy go na pół i wzdłuż. Następnie usuwany wnętrzności. Mięso pozostawiamy w skorupie.
Homara podajemy z delikatnym sosem curry i ryżem.
Już przed zjedzeniem solidnie skrapiamy limonką.
Doskonale smakuje też z roztopionym masłem czosnkowym.
Przepyszny delikatny rarytas.
wtorek, 22 kwietnia 2014
Egzotyczne Vanuatu na talerzu
Uwielbiam poznawać nowe miejsca.
Uwielbiam ten Moment, kiedy z M. wybieramy kolejne miejsce, które chcemy zobaczyć. Zazwyczaj kieruje nami po prostu ciekawość, nie rzadko zdjęcie znalezione gdzieś w sieci, w książce, w albumie, gdzieś na ścianie...
Albo historie ludzi, często podróżników, których po drodze poznajemy. Przy miłej luźnej rozmowie po chwili mówią: "ej koniecznie musicie zobaczyć, to miejsce, pojechać tam, a tam, spróbować tego a tego, ..."
padło na Pacyfik, mieszkamy niedaleko Oceanii, prawie rzut beretem, coraz częściej zaczęliśmy się jej przyglądać, czytać, sprawdzać przeglądać...
czas ją powoli poznawać...
zaczęliśmy od Fiji (więcej TUTAJ >>).
Później przyszła kolej na Vanuatu...
Vanuatu to zdecydowanie najdziksze miejsce w jakim do tej pory byliśmy. Szczególnie, gdy za główny cel zwiedzania Vanuatu, obraliśmy sobie najmniej cywilizowaną wyspę - Tannę.
I love to explore new places.
I love the moment when with M. choose new place that we want to see. Typically directs us just curiosity, not seldom image found somewhere on the net, in the book, in an album somewhere on the wall. We live near the Pacific, almost a stone's throw.
Time to get to know Pacific slowly ...
we started from Fiji, of which I have written the kitchen specialties HERE >>
Then came the turn of Vanuatu ...
Vanuatu is by far the wildest place we have ever been. Especially when the main objective of exploring this country we have taken a minimum of civilized island of Tanna.
Uwielbiam ten Moment, kiedy z M. wybieramy kolejne miejsce, które chcemy zobaczyć. Zazwyczaj kieruje nami po prostu ciekawość, nie rzadko zdjęcie znalezione gdzieś w sieci, w książce, w albumie, gdzieś na ścianie...
Albo historie ludzi, często podróżników, których po drodze poznajemy. Przy miłej luźnej rozmowie po chwili mówią: "ej koniecznie musicie zobaczyć, to miejsce, pojechać tam, a tam, spróbować tego a tego, ..."
padło na Pacyfik, mieszkamy niedaleko Oceanii, prawie rzut beretem, coraz częściej zaczęliśmy się jej przyglądać, czytać, sprawdzać przeglądać...
czas ją powoli poznawać...
zaczęliśmy od Fiji (więcej TUTAJ >>).
Później przyszła kolej na Vanuatu...
Vanuatu to zdecydowanie najdziksze miejsce w jakim do tej pory byliśmy. Szczególnie, gdy za główny cel zwiedzania Vanuatu, obraliśmy sobie najmniej cywilizowaną wyspę - Tannę.
I love to explore new places.
I love the moment when with M. choose new place that we want to see. Typically directs us just curiosity, not seldom image found somewhere on the net, in the book, in an album somewhere on the wall. We live near the Pacific, almost a stone's throw.
Time to get to know Pacific slowly ...
we started from Fiji, of which I have written the kitchen specialties HERE >>
Then came the turn of Vanuatu ...
Vanuatu is by far the wildest place we have ever been. Especially when the main objective of exploring this country we have taken a minimum of civilized island of Tanna.
kuchnia Joyce - naszej gospodyni na wschodnich wybrzeżach Tanny.
Mieszkańcy wschodniego wybrzeża są odcięci od pozostałych części wyspy. Nie ma mowy o żadnym sklepie, a ograniczony dostęp do prądu sprawia, że robienie większych zapasów jest mało realne. Joyce w tym małym zapleczu kuchennym nie raz wyczyniała cuda, by nas ugościć, by nam smakowało- jak podróżujemy to jemy TYLKO lokalne jedzenie...
Mieszkańcy wschodniego wybrzeża są odcięci od pozostałych części wyspy. Nie ma mowy o żadnym sklepie, a ograniczony dostęp do prądu sprawia, że robienie większych zapasów jest mało realne. Joyce w tym małym zapleczu kuchennym nie raz wyczyniała cuda, by nas ugościć, by nam smakowało- jak podróżujemy to jemy TYLKO lokalne jedzenie...
zapewnialiśmy Ją - "chcemy jeść to, co Wy" - byliśmy zachwyceni!
Śniadanie na Vanuatu to przede wszystkim owoce, głównie banany... smażone
Jak to bywa w państwach wyspiarskich, kuchnia opiera się przede wszystkim na rybach oraz owocach morza. Każdemu daniu towarzyszy egzotyczny owoc, głównie paw paw, banan, limonka, pomelo czy pomarańcze z zieloną skórką (cudownie słodkie).
ryba dopiero co wyciągnięta z Pacyfiku, tak - trafiła na nasze talerze :)
cudowne w smaku ryby serwowane na "plażowym targu"
nasz obiad na plaży: czerwona ryba, ośmiornica oraz "rolle" z manioku ze szpinakiem (faworyt M.)
Lap lap, czyli tradycyjna potrawa Vanuatu (mój faworyt) w smaku przypomina pudding warzywny - bardzo smaczny, już nie długo postaram się go odtworzyć w mojej kuchni.
Lap lap ze szpinkiem raz jeszcze.
Panie serwujące te pyszności
Jednak Tanna to nie tylko owoce i ryby. Słynie także ze swojej organicznej KAWY.
Rosną sobie tutaj, na zachodnim wybrzeżu, w samym środku lasu tropikalnego, między drzewami owocowymi a palmami - krzewy kawy.
W 100% organiczna kawa trafia do palarni w Port Villa. Tam jest palona i pakowana. I największy paradoks - część z powrotem wraca na Tannę.
Lokalni nie piją kawy. Na pytanie dlaczego, odpowiadają z przekąsem: "Kawa jest dla turysty!". Kawa jest bardzo droga i przeciętnego mieszkańca Tanny na nią po prostu nie stać.
A faktycznie, gdy kupiliśmy opakowanie, mieliśmy nieodparte wrażenie, że zrobiliśmy coś, czego nikt dawno nie robił. W tym jedynym momencie poczuliśmy się jak rasowi turyści. Oczywiście nie odmówiliśmy sobie przyjemności, by jej spróbować na miejscu w lokalnej kawiarni (kawiarni, która jednocześnie była wypożyczalnią kaset video).
W kolejnym wpisie zaprezentuję Wam, jak na Vanuatu uczyłam się przyrządzać mojego pierwszego w życiu LOBSTERA :)
piątek, 16 sierpnia 2013
Black mussels in tomato sauce
W krajach nadmorskich to jest cudowne, że niezwykle łatwy jest dostęp do świeżych ryb i innych owoców morza. Ten kto lubi kuchnię śródziemnomorską na pewno nieopsze się małżom w sosie pomidorowym. Sposób przygotowania małż jest bardzo szybki i prosty. Jednak najpierw kilka wskazówek jak z tymi małżami postępować.
Przed przyrządzeniem małż należy:
Najlepiej małże kupować świeże. Jak poznać że małże są świeże? Muszle świeżych małż są zamknięte. Gdy muszla jednak lekko się otworzy uderzamy ją o stół, blat. Gdy ponownie się zamknie, oznacza to że małża żyje i możemy ją zjeść. Jednak jeśli muszla ciągle będzie otwarta musimy ją wyrzucić. Pamiętajmy! Zawsze przygotowujemy żywe małże, czyli zamknięte.
Dopiero podczas gotowania muszle powinny się otworzyć. Jeśli któraś się nie otworzy, także należy ją wyrzucić. Gotowanie muszli nie trwa długo, zaledwie kilka minut.
Nie wolno też zjadać małż, których muszle są pęknięte.
Pamiętajmy także o dokładnym oczyszczeniu muszli. Najłatwiej muszle myje się pod bieżącą wodą, ostrą myjką, usuwając wszelkie morskie zabrudzenia, kawałki glonów, piasek itp.
Świetne są te duszone w winie, lub z dodatkiem chilli, bądź w sosie pomidorowym. Mule świetnie nadają się do dań z makaronem, najlepiej spaghetti lub fettuccine. Oto mój przepis na...
...Black mussels in tomato sauce
200 g muli
200 g makaronu spaghetti lub fettuccine
2 łyżki oliwy z oliwek
mała cebula
4 ząbki czosnku
świeża lub suszona papryczka chilli
pół puszki pomidorów
pół szklanki wody lub bulionu warzywnego
łyżka sosu sojowego
łyżka sosu rybnego
garść groszku cukrowego
garść świeżej pietruszki
łyżka parmezanu
sól
pieprz
Dusić do czasu, aż muszle się otworzą (powinno to trwać około 4 minut). Do całości dodać ugotowany al dente! makaron.
Posypać świeżą pietruszką i startym parmezanem.
Przed przyrządzeniem małż należy:
Najlepiej małże kupować świeże. Jak poznać że małże są świeże? Muszle świeżych małż są zamknięte. Gdy muszla jednak lekko się otworzy uderzamy ją o stół, blat. Gdy ponownie się zamknie, oznacza to że małża żyje i możemy ją zjeść. Jednak jeśli muszla ciągle będzie otwarta musimy ją wyrzucić. Pamiętajmy! Zawsze przygotowujemy żywe małże, czyli zamknięte.
Dopiero podczas gotowania muszle powinny się otworzyć. Jeśli któraś się nie otworzy, także należy ją wyrzucić. Gotowanie muszli nie trwa długo, zaledwie kilka minut.
Nie wolno też zjadać małż, których muszle są pęknięte.
Pamiętajmy także o dokładnym oczyszczeniu muszli. Najłatwiej muszle myje się pod bieżącą wodą, ostrą myjką, usuwając wszelkie morskie zabrudzenia, kawałki glonów, piasek itp.
Świetne są te duszone w winie, lub z dodatkiem chilli, bądź w sosie pomidorowym. Mule świetnie nadają się do dań z makaronem, najlepiej spaghetti lub fettuccine. Oto mój przepis na...
...Black mussels in tomato sauce
200 g muli
200 g makaronu spaghetti lub fettuccine
2 łyżki oliwy z oliwek
mała cebula
4 ząbki czosnku
świeża lub suszona papryczka chilli
pół puszki pomidorów
pół szklanki wody lub bulionu warzywnego
łyżka sosu sojowego
łyżka sosu rybnego
garść groszku cukrowego
garść świeżej pietruszki
łyżka parmezanu
sól
pieprz
Jak przyrządzić:
Porządnie umyć muszle (instrukcja powyżej) osuszyć. Makaron ugotować al dente.
Na patelni lub woku na dwóch łyżkach oliwy podsmażyć cebulę, czosnek. Dodać pomidory, pokrojone chilli, groszek cukrowy w całości, doprawić solą, pieprzem. Chwilkę odczekać, następnie dolać pół szklanki wody wrzucić muszle, doprawić sosem sojowym i rybnym.Dusić do czasu, aż muszle się otworzą (powinno to trwać około 4 minut). Do całości dodać ugotowany al dente! makaron.
Posypać świeżą pietruszką i startym parmezanem.
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
ryba, małże, krewetki i makaron ryżowy
jak w tytule...
a wszystko to
w lekkim sosie
curry
spaghetti z owocami morza
odświeżony stary przepis >>
polecam
bardzo
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















.jpg)
-checker.jpg)















