Translate

wtorek, 24 lutego 2015

ricotta, raw honey, and fig - breakfast sandwich

I don't need to persuade myself to breakfast like this. In the category of sweet breakfast, definitely is in my top five.

do takiego śniadania nie trzeba mnie długo namawiać. W kategorii śniadań na słodko, zdecydowanie mieści się w mojej pierwszej piątce. 


ricotta, raw honey, and fig - breakfast sandwich 

kanapka z ricottą, świeżą figą i miodem










środa, 18 lutego 2015

krewetki dla A.

z pewną A. to dość ciekawa historia.
Bardzo przyjaźniłyśmy się w liceum. Do dziś wspominam nasze perypetie, spacery po zamarzniętym jeziorze (wtedy to było fajne, dziś wiem że to głupota ;P), podbite oko (sic!), pamiętny wyjazd do Ojcowa (sic!), rozmowy do rana, imprezy do rana, jeden z piękniejszych prezentów urodzinowych jaki mi sprawiła (niespodziankowy koncert PP- to było mega!) - A. pamiętasz?
ale...
 skończyło się liceum nasza więź się bardzo poluźniła, ja wyjechałam do Krakowa, A. do Anglii. Kontakt nasz urwał się na dobre.

w 2012 roku wraz z moim M. spełniliśmy nasze marzenie o podróżowaniu...
kupiliśmy bilety dookoła świata, 
założyliśmy naszego bloga podróżniczego
po dziś dzień włóczymy się po świecie...
...
początkiem 2013, A. znalazła w sieci naszego bloga... (ja i M. byliśmy wtedy gdzieś na Filipinach) od tego momentu A. śledzi, trzyma kciuki, dopinguje niemal nasz, każdy podróżniczy krok, jest TO dla mnie mega pozytywne! i radosne!
nie widziałyśmy się od przeszło 10. lat!!!
a mimo wszystko czujemy gdzieś tam, ducha przyjacielskiej więzi - naprawdę!
dziś, wirtualnie, to właśnie dla A. przyrządzam krewetki w białym winie!


Krewetki na białym winie




Składniki na 2 porcje:

400 g świeżych krewetek*
jedna szarlotka
ząbek czosnku
łyżka oleju kokosowego
200 ml białego wina 
świeża papryczka chili
limonka
natka pietruszki
pieprz, sól morska, łyżka sosu rybnego
200 g makaronu spagetti 100% durum

----

*użyłam green banana prawns



Sposób przyrządzenia:

Na patelni na łyżce oleju kokosowego podsmażyłam szalotkę, dorzuciłam pokrojoną papryczkę chili i łyżkę sosu rybnego, następnie dodałam obrane i wyczyszczone krewetki. Smażyłam je do czasu, aż nabiorą lekko różowego koloru. Następnie dolałam wino i dusiłam, aż sos się zredukował, alkohol wyparował. Wtedy dodałam ugotowany al dente makaron. Doprawiłam solą morską, świeżo mielonym pieprzem. Danie solidnie skropiłam limonką i posypałam zieloną pietruszką. 
Całość dokładnie wymieszałam.


taki obiad najlepiej jeść z przyjaciółmi :)
A. co Ty na to?
;)

wtorek, 10 lutego 2015

Bakłażany nadziane porem i komosą ryżową

skąd się biorą pomysły na obiad, śniadanie, kolację?
wystarczy wyjść na targ
zachwycić się świeżymi warzywami
wybrać
te w pięknym kształcie i kolorze
te sezonowe
te bardzo dobrze znane
lub
te mniej

bakłażana przyrządzałam już niejednokrotnie
za każdym razem, zachwycam się jego smakiem, jakby to był pierwszy raz...

Bakłażany nadziane porem i komosą ryżową


na dwie porcje:

cztery małe bakłażany (lub sześć, w zależności od apetytów)
jeden duży por
dwie marchewki
pół szklanki komosy ryżowej
łyżka przecieru z papryczek chili lub pokrojona papryczka chili
koper
łyżka oleju kokosowego 
łyżka oliwy z oliwek
sól, pieprz, tymianek


Przygotowanie:

Każdego z bakłażana przekrawamy wzdłuż na dwie części, środek bakłażana wykrawamy nożem, tak by zostały nam bakłażanowe łódki. Łódki z bakłażanów skrapiamy oliwą z oliwek. Środek bakłażanów kroimy drobno w kostkę. Na patelni, na łyżce oleju kokosowego wrzucamy drobno pokrojony por, startą marchewkę i pokrojone w kostkę bakłażanowe środki. Doprawiamy solą, pieprzem, tymiankiem. Dodajemy przepłukaną pod bieżącą wodą komosę ryżową. 
(O tym dlaczego warto jeść komosę ryżową pisałam już tutaj KLIK >>>)


Całość dusimy po przykryciem około 10 minut. W tym czasie środek bakłażanowych łódek smarujemy przecierem z chili (lub drobno pokrojoną papryczką chili). Następnie napełniamy łódki farszem. Nadziane bakłażany wkładamy do piekarnika na 20 minut (200 st C). Przed podaniem posypujemy koperkiem. 



świetnie nadaje się na zdrowy wegański obiad, lub lekką kolację.
Doskonale pasuje na przystawkę, kiedy spodziewasz się gości.


czwartek, 29 stycznia 2015

Małże w pomarańczach z imbirem / Black mussels in oranges and ginger

Ci co lubią zaglądać na mojego bloga, pewnie wiedzą jak ważnym elementem mojej kuchni są owoce morza oraz ryby. Co najmniej dwa razy w tygodniu, na moim kuchennym stole gości jakaś morska potrawa. To co lubię w owocach morza to fakt, że przygotowuje się je bardzo szybko. A gdy czasem brak pomysłu na rybę, często sięgam po niezawodne i szybkie w przygotowaniu świeże małże.


Do tej pory małże, przygotowywałam zazwyczaj duszone w sosie pomidorowym lub białym winie. Tym razem sięgnęłam po to, co akurat miałam w lodówce (bardzo często tak właśnie gotuję, z produktów, które akurat mam pod ręką, nie wyrzucam jedzenia!), czyli pomarańcze i imbir. 
Powstał cudowny w smaku, przepyszny sos, którego aromat momentalnie pobudził apetyty.

Małże w pomarańczach z imbirem / Black mussels in oranges and ginger 


Na dwie porcje:
400 g świeżych małży w muszlach 
mała cebula
kawałek imbiru
200 ml świeżego soku z pomarańczy
otarta skórka z pomarańczy
łyżka soku z cytryny
dymka lub pietruszka
szczypta soli morskiej
szczypta curry
świeżo mielony pieprz
200 g makaronu spagetti 100% durum


Kupując małże w muszlach, zwracaj uwagę by muszle, były zamknięte i nie uszkodzone. Muszle otwarte i uszkodzone (np. pęknięte) nie nadają się do jedzenia i trzeba je wyrzucić. Muszle małż otwierają się podczas gotowania/duszenia, te które się nie otworzą, także należy wyrzuć. Pamiętajmy! Zawsze przygotowujemy żywe małże, czyli zamknięte.
Pamiętajmy także o dokładnym oczyszczeniu muszli. Najłatwiej muszle myje się pod bieżącą wodą, ostrą myjką, usuwając wszelkie morskie zabrudzenia, kawałki glonów, piasek itp. (więcej o małżach pisałam tutaj >> )


Sposób przygotowania małż duszonych w soku z pomarańczy z imbirem: 

Na patelni podsmażyłam cebulę. Następne dodałam startą skórkę z pomarańczy oraz sok. Gdy sok zaczął "bulgotać" dodałam dokładnie wyczyszczone muszle. Dorzuciłam starty imbir, sok z cytryny, doprawiłam solą, curry, pieprzem. Dusiłam do czasu, aż sok się zredukuje, a muszle otworzą (około 5 min), w tym czasie ugotowałam bardzo al denete makaron. Pod koniec gotowania, odcedzony makaron wrzuciłam na patelnię w muszlami (dodałam pół małej chochli wody z makaronu). Całość dusiłam jeszcze przez około 3 minuty (tym razem dwie muszle mi się nie otworzyły- oczywiście je wyrzuciłam). Pod koniec dodałam jeszcze trochę skórki z pomarańczy, solidnie popruszyłam pieprzem i dymką. 


Bardzo polecam i życzę smacznego!

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Classic Ocean Jacket

pysznie bo klasycznie: (tasty because classically)
- ryba z pieca (Ocean Jacket)
- domowe "frytki" (home-made chips)
- marchewka z groszkiem (carrot with peas)





czwartek, 22 stycznia 2015

bardzo późne poświąteczne refleksje

moja długa nieobecność na blogu, to nie:
- niechęć do gotowania,
- brak kulinarnej weny,
- generalne porzucenie gotowania,
- deficyt czasu
- lub inne rozterki życiowe, mniej lub bardziej poważne.
To, co nie pozwala mi na regularne gotowanie to... podróże, którym oddaję się z wielką pasją i zaangażowaniem. Gdy podróżuję, kulinarny blog ustępuje miejsca mojemu podróżniczemu (KLIK >>). Dopiero po powrocie, przychodzi refleksja, najpierw podróżniczo-kulinarna, potem inspiracja kulinarno-podróżnicza, a następnie czysto kulinarna.
Z kolei jednym z powodów, dla których podróżuję jest smakowanie.... bo podróże przyswajam wszystkimi zmysłami.

Nie, to nie usprawiedliwienie, to po prostu, przedstawienie faktów i tego jak wygląda moja blogowa codzienność "od kuchni."


W okresie świątecznym, nie przygotowuję uszek, nie lepię pierogów, nie kręcę makowców, nie śledzę "top" przepisów świątecznych, nie szukam wegańskich i niskokalorycznych przepisów na pierniki na choinkę (w sumie to nawet nie miałam choinki, ani w tym roku- ani w zeszłym, ani nawet dwa lata wcześniej), "nie ścigam się" na najpiękniejszą dekorację wigilijnego stołu, nie zamartwiam się tym, jak ubrać się na wigilijną kolacją (sic!), zamiast tego wszystkiego "siedzę po łokcie" w.... mapach. Bo tak lubię, bo taki mam sposób życia. W tym roku, moja wigilia wyglądała tak: KLIK >> zamiast opłatka było mango, zamiast smażonego karpia - świeże małże, zamiast kutii świeży kokos, zamiast modnego prezentu z metką- podróżniczy dziennik na Nowy Rok, bez metki, za to z przepiękną dedykacją...


Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam tradycję i szanuję ją cholernie, ale... wychowałam się w domu, gdzie obok tradycji równie ważna jest wolność słowa, myśli, uczuć. Szacunek do drugiego człowieka i poszanowanie jego wyborów. Samorealizacja. Jestem wdzięczna moim rodzicom, także za to, że w moim domu zawsze było jasne, że ważne jest to kim jesteś, kim chcesz być, jak chcesz żyć, a nie to co masz. I dokładnie to teraz wraz z M. realizujemy w naszym życiu. Nie ważne czy święta spędzamy na bezludnej wyspie, na pustyni, na wulkanie, w górach, u filipińskiej rodziny w jednaj z najbiedniejszych dzielnic Manili, czy przy przepięknie zastawionym stole wigilijnym, w świętach dla nas ważne jest to, że jesteśmy razem, i że mamy czas na refleksję, że: "... tak, jestem zadowolona/ tak, jestem zadowolony, z tego jakim jestem człowiekiem".

Żeby nie było tak patetycznie :) poniżej kilka zdjęć z podróży do Queensland (Australia) i przepyszne owoce morza prosto od rybaków:











Kawa o 6 rano tuż nad Oceanem, dzień przed Sylwestrem, bezcenne :)

jesteś ciekawy innych zdjęć z mojej ostatniej podróży? Zapraszam na: travelnauci.blogspot.com.au

wtorek, 2 grudnia 2014

Mango w grudniu!


już drugi grudzień z rzędu uświadamiam sobie, jak bardzo na tej drugiej półkuli świata, wszystko jest na odwrót. Absolutnie nie narzekam, nie rozpamiętuje jak to było kiedyś, jak jeszcze mieszkałam w Polsce, że śnieg, że minus 20 stopni, szarówa, ocieplane buty, podwójne skarpety (zawsze byłam zmarzluchem- uwierzcie, ciągle nim jestem!), gruba kurtka, pod nią sweter i trzy bluzki z długim rękawem.... Sama do siebie się śmieję, że tak łatwo przystosowałam się do zmian i do faktu, że teraz dla mnie, początek grudnia to początek lata! 30-stopniowe temperatury i sezon na mango


Mango doskonale chłodzi, orzeźwia! Dlatego najbardziej lubię dodawać go do smoothies.


tutaj oprócz samego mango dorzuciłam jeszcze mrożony jarmuż, seler naciowy, 100 ml mleka kokosowego, 6 kostek lodu, małą garść mrożonych malin, trzy listki świeżej mięty, łyżeczkę siemienia lnianego, kilka kropel soku z cytryny, kilka pestek dyni - wszystkie składniki potraktowałam blenderem. 

może w kolorze nie jest idealny, ale smakuje naprawdę doskonale, nie trzeba dosładzać, dojrzałe mango samo w sobie, jest obłędnie słodkie!


Ale żeby nie było... nie raz zatęskni mi się za mrozem, takim z prawdziwego zdarzenia, co zatrzymuje pociągi ;) za dźwiękiem skrzypiącego śniegu pod butami, za jednopalczastymi rękawiczkami suszącymi się na kaloryferze, za białymi świętami, za palącym się kominkiem w rodzinnym domu, piękna jest zima, jeszcze piękniejsze wspomnienia z nią związane... 

Wczoraj oglądałam film "On the Ice" (bardzo zresztą polecam), rzecz się działa w takim właśnie mroźnym plenerze, może nie w Polsce (bo to nie polski film, a reżyserski debiut Andrew'a Okpeaha MacLean'a), a na Alasce. Dźwięki skrzypiącego śniegu, mroźna temperatura, którą czułam podczas całego seansu, wystarczyły aby przez chwilę pomyśleć o tej zimie z prawdziwego zdarzenia, i wystarczyły, by pomyśleć także, jaka to frajda chodzić w grudniu na bosaka po zielonej trawie, jeść naturalnie dojrzałe mango i pomarańcze.


a na koniec jeszcze, po lewej fotos z filmu o którym pisałam wyżej, po prawej fotos z ostatniego weekendu za miastem (więcej zdjęć tej urokliwej, dzikiej plaży TUTAJ>>  )

ciepło pozdrawiam! :)